czwartek, 12 listopada 2009

last.fm kłamie

Bo nie chce pobierać tracków z mojego odtwarzacza mp3.

Gdyby tak było, to moja lista wyglądałaby nieco inaczej - i to wcale nie dlatego, że nie tak dawno zrobiłem czyszczenie konta. Tymczasem mam już swego potwora empeczy już circa trzy lata i dziś po raz pierwszy postanowiłem zerknąć na statsy.

Otóż, uwaga, w ciągu tego czasu przesłuchałem ponad 22 tys. utworów, co daje prawie 1500h, czyli niemal dokładnie dwa miesiące granis non-stop. Stąd tylko krok do wyliczenia, że średnio dziennie korzystałem z odtwarzacza przez godzinę i dwadzieścia minut, co mniej więcej równa się timingowi komunikacja_miejska+laufen. Hm, czuję się nieswojo ilekroć matematyczne wyliczenia potwierdzają wnioski płynące z intuincji. Oczywiście przyjęte założenia są dość arbitralne, zwłaszcza to, że track trwa średnio cztery minuty. Z drugiej strony zdarzało się słuchać 'Echoes', a i dwuminutowy "Painkiller" Mecha swego czasu cieszył się moją sympatią - także zakładam, że wyniki skrajne po obu stronach się mniej lub bardziej znoszą.

Prawdziwy lolwut nastąpił dopiero, gdy zerknąłem na listę favourites. By nie zanudzać - podium:

3. Oni - End Credits || 488 odtworzeń

http://www.youtube.com/watch?v=C08hAoJ0Lvk

Czyli perełka z jednego z najbardziej niedocenianych soundtracków jednej z najbardziej niedocenianych gier w historii PC. Bungie, banda kolesi, która potem robiła muzykę do serii Halo i kawałek najlepszego tekno pod słońcem - czego chcieć więcej? Przy słuchaniu uprasza się o podkręcenie basów.

2. Xploding Plastix - Shakedown Shutoff || 527 odtworzeń

http://www.youtube.com/watch?v=mteUKvMLJ1A

Track poznany dzięki kumplowi na jakiejś wycieczce (jeszcze) licealnej (kudos to Kunte!). Niby takie plumkanie, ale mnie zahipnotyzował.

1. Samael - Valkyries New Ride || 1173 odtworzenia



At first I was like 0_o but then I lol'd. Prawda, track jest świetny, podchodzi mi wyjątkowo z nowej twórczości Samka, ale x1173? D'oh, chyba po prostu za dobrze się przy nim biega.

Z czystej złośliwości nie wymienię nazwy odtwarzacza, zresztą i tak nie można go już kupić z pierwszej ręki. Ponadto: z czterech storage baterii które kupiłem wraz z odtwarzaczem została jedna (sic!). Cóż, gubienie jednej baterii na rok to całkiem znośne tempo. Słuchaweczki natomiast wymieniałem już tyle razy, że nie mogę się doliczyć - wszystko co z tego mam to wiedza, że Sennheisery są crapem, a w kategorii Eco wygrywają Creative'y.

Pozostaje mieć nadzieję, że na zestawieniu za kolejne trzy lata nie znajdą się Hołdys z Majką Jeżowską.


edit 13.11.2009
Zasypiajac dzisiejszego ranka przyszla mi do glowy mysl nienowa, ale poniekad trafna: dlaczego cywilizacja smierci jest w natarciu?
Bo jak prawicowiec nie ma o czym pisac to pisze o polityce. A lewacka menda - o muzyce.
Bo jak prawicowiec chce ponarzekac, to pisze, ze konstytucja UE nastaje na jego podstawowe prawa. A lewacka menda - ze nie ma jak zaparkowac wozu pod blokiem.

Co jest naturalnie zapowiedzia nastepnej notki.

niedziela, 1 listopada 2009

iCon 2.0

Jesli w wieku dwudziestu kilku lat Twoim ulubionym zespolem pozostaje ten, ktorego sluchales gdy miales pietnascie, to
a) cos jest z Toba nie w porzadku
b) cos jest nie w porzadku z muzyka
Poniewaz obydwie odpowiedzi sa prawidlowe, pozostaje tylko wyciagnac wniosek c) najwyzszy czas przyznac, ze swiat popkultury spierdolil szinkansenem i jedyna szansa by nie wypasc z torow jest trzymanie sie sprawdzonego. Co tez czynie.

Moje dzieje z tworczoscia Paradise Lost sa dosc zawiklane. Od uslyszenia ich singla w MTV (praise the lord-ah), przez autentyczne zauroczenie, po obecna zdystansowana sympatie, cos jak uczucia wzgledem - nieistniejacego - ulubionego wujka, w swoim czasie mistrza kulturystyki, obecnie juz nieco postarzalego, ale wciaz potrafiacego bez wysilku polozyc czlowieka na lape.
Porownanie tym bardziej na miejscu, ze Nick Holmes to rocznik '71. Z jednej strony chcialbym, zeby dal rade jeszcze troche, z drugiej nieco sie tego boje, bo jak zejdzie na pikawe podczas koncertu to jeszcze go mesjaszem metalu obwolaja.

Tradycyjnie PL wydal plyte w tzw. miedzyczasie, wiec o tym fakcie dowiedzialem sie dopiero po premierze. Rownie tradycyjnie, brak wygorowanych oczekiwan okazal sie najwieksza zaleta nowego krazka. Holmes&co. postanowili na starosc nie szokowac i FDUDUU* jest po po prostu Iconem 2009. Nawet riff w Universal Dream jest zywcem zerzniety z Pity the Sadness... and that's ok, bo lepsze jest wrogiem dobrego. Nie ma co sie rozdrabniac: nie jest to plyta wybitna, nie jest nawet swietna, to po prostu dobra i solidna robota, ktorej chce sie sluchac.

Poza doznaniami sluchowymi, Faith... ma jeszcze jedną zalete: uswiadomila mi, dlaczego poprzednia plytka PL byla, w gruncie rzeczy, slaba pozycja - czemu tak szybko mi sie znudzila. Oraz ze internetowi recenzenci sa generalnie retardami, piszacymi teksty gdy nawet nie przesluchali albumu chocby piec razy. Ale to juz dodatkowy plus.
Meritum jest nastepujace: Paradaje wszystkich nas oszukali - tzn. mnie na pewno, ale w grupie razniej.
Otoz In Requiem wcale nie byla ciezka plyta! Jasne, byla duszna, mroczna i nastrojowa, ale to jeszcze nie implikuje ciezaru.
I trzeba bylo dopiero nastepnego krazka, by zaslona spadla z oczu i wyszly wszystkie braki IR: raz, nadmiar dodatkowych wrazen (chorkow, klawiszy, szmerow-przesterow) i idacy za tym brak glownej linii melodycznej; dwa, najzwyczajniej w swiecie slabe kompozycje. Oczywiscie trafialy sie perelki, ale generalnie IR byla bardzo rowna plyta. Zazwyczaj bylby to komplement, ale nie w tym przypadku - wyglada na to, ze PL maja pewien staly pakiet zajebistosci per plytka, a gdy rozdziela kazdemu utworowi po rowno to wychodzi, hmm, ya know what. Na drugim koncu skali stoi np. Shades of God, gdzie calosc talentu ekipy zostala wladowana w dwa utory, a reszta nadaje sie do zaorania.
Z tego tez powodu z nieklamana radoscia donosze, ze na FDUDUU znajduje sie kilka naprawde slabych kawalkow :)
Overall: cztery tostery na piec mozliwych, ale z grzankami.

what's sad: okladka dostosowala sie do nazwy, zreszta co tu duzo mowic:

Danse Macabre nigdy nie pasowal do tworczosci PL.

what's funny: PL znowu zmienili bebniarza
what's cool: za miesiac zagraja w Studio, jeszcze z supportem Samaela.

* Faith Divides Us - Death Unites Us. Jak to ktos madry powiedzial: jakosc nazwy po brzmieniu akronimu poznacie.

piątek, 25 września 2009

Jezus był lewakiem

Szperajac w internetach i gazetach z kregu cywilizacji smierci wpadam co i rusz na kolejne podrygi tzw. debaty o piractwie w sieci. Nie musze dodawac, ze jej poziom juz dawno zszedl ponizej dna, metra mulu i obecnie zajmuje sie szeroko pojeta eksploracja plaszcza zewnetrznego.

Obie strony posluguja sie specyficzna logika argumentacji, ktora da sie strescic krotkim acz tresciwym 'WTF?'.

Dyskutanci pro-, czujac ze wychodza z pozycji uznawanych w spoleczenstwie za z deczka amoralne, stawiaja sprawe w sposob nastepujacy:

"Paczcie paczcie, Jezus tez byl piratem / lewakiem, rozmnozyl/skopiowal chleb, ryby i wino a nie zaplacil piekarzom, rybakom i szynkarzom LOLOLOL."


Yeah yeah.



Brakuje tylko kogos kto by skontrowal, ze w ten sposob wywolal kryzys naprodukcji w Palestynie i skazal wielu proletariuszy na biede i wegetacje.

To by oczywiscie doprowadzilo do nastepujacego komentarza:
1. be jesus
2. copy [put name here]
3. ???
4. PROFIT!

Teza, antyteza, synteza. Hegel was right.


Szczesciem jest, ze przeciwnicy wychodza z rownie fajnych pozycji, ktore strescic mozna tak: 'piractwo to kradziez, kradziez jest prawnie zakazana, a prawo dba o to bysmy nie byli zli. Poniewaz nie chcemy byc zli, musimy przestrzegac prawa, czyli nie krasc a w szczegolnosci nie piracic. QED'

Jak kazda Ogolnopolska Debata Publiczna, i ta prowadzi tylko do okopania sie dyskutantow na swoich pozycjach. Poniewaz koniec swiata juz w 2012 (plus minus parenascie/dziesiat miliardow lat), nie wypada by tak wazka sprawa nie zostala rozwiazana do tego czasu. Dlatego tez siadlem i wymyslilem rozwiazanie, ktore zadowoli obie strony:

Nalezy zbombardowac internet.

piątek, 11 września 2009

Koniec choroby

Wyzdrowiałem. Trwająca całe lato alergia zniknęła jak sen złoty. Znowu mogę słuchać czegokolwiek cięższego od Shanii Twain.

By uczcić ten radosny stan, postanowiłem sięgnąć po coś znanego, aczkolwiek od dawna nie słuchanego. Metoda, jak zawsze, prosta: zmienić ustawienie artystów w winampie na od Z do A, et voila.

I tak wpadłem na Turmion Kätilöt. Nie mogłem trafić lepiej.

Fińskiego duetu zjebów grającego industrialny rock/metal nie słuchałem od dobrych trzech lat. W tak zwanym międzyczasie zespół zdążył pokłócić się ze swoją wytwórnią, ponownie dojść do porozumienia i wydać trzecią płytkę. Toteż czym szybciej zaopatrzyłem się w "U.S.C.H." A tam cuda:



Oto, jak się robi agresywną muzykę bez tracenia na melodyjności. Listen well, Vorph&co., listen well.

Potem przyszedł czas na all-time powerhouse:



Raz, że jest po prostu rewelacyjny, dwa, że bardzo lubię utwory, których tekst będzie na czasie tak długo jak będzie istnieć ludzkość. Dla ciekawskich refren:

Eläköön! Tasa-arvo
Eläköön! Korruptio
Eläköön! Rikkaus
Eläköön! Perusturva
Eläköön! Rahanvalta
Eläköön! Rappio
Eläköön! Johtoporras
Eläköön! Väkivalta
Eläköön! Rikkaus
Eläköön! Ihmisarvo
Eläköön! Rahanvalta
Eläköön! Rappio

Co w tłumaczeniu na bardziej nasze brzmi:

Long live! Equality!
Long live! Corruption!
Long live! Wealth!
Long live! Basic safety!
Long live! The power of money!
Long live! Decadence!
Long live! Leadership!
Long live! Violence!
Long live! Wealth!
Long live! Human dignity!
Long live! The power of money!
Long live! Decadence!

Prawda, że słodkie?

Nagrodę specjalną zgarnia Volvot Ulvoo Kuun Savuun, który a) ma najzajebiściej brzmiącą nazwę jaką znam b) jest typowym przykładem na to, że dobry zespół i z gówna bicz ukręci.


Oczywiście alergia miała też swoje dobre strony, np. okazało się, że pop nie jest jeszcze skazany na wymarcie:



Tak magnetyzującego głosu nie słyszałem od, huh huh, od nie pamiętam kiedy. A skoro nawet w RMF FM puszczają Bulletproof z tego samego albumu, to w ogóle brewka w górę, albo nawet i obie.

piątek, 21 sierpnia 2009

Herr Starr wypowiada się o parytetach na listach wyborczych

Dyskusja na ten temat już nieco zamarła, co uświadomiło mi, że przecież nie zapytano o zdanie najważniejszego z obecnie istniejących autorytetów, mianowicie Pana Starra.

By wszystko odbyło się profesjonalnie, zapytanie zostało wysłane listownie.

Oto odpowiedź Pana Starra:



W sumie można zakończyć w tym momencie, bo wszystko co było do powiedzenia zostało powiedziane. Jednak sam, jako człowiek - przeciwieństwie do Pana Starra - posiadający wątpliwości - w przeciwieństwie do Pana Starra - postanowiłem poszukać argumentów przemawiających ZA parytetami.
Istnieje tylko jedno czasopismo po lewej stronie, które nie robi sieczki z mózgu, toteż postanowiłem sięgnąć po Politykę.

W przeciwieństwie do Pana Starra.

Wewnątrz znalazłem jedynie krótki (półtora strony) artykuł Janiny Paradowskiej na rzeczony temat. Da się go streścić następująco: kobiety w polityce robią dużo, a nagród za zasługi zbierają mało. Jeśli byłoby ich więcej to robiłyby jeszcze więcej i zbierałyby nagrody odpowiednie do ilości zasług. A to może przynieść tylko wprowadzenie parytetów.

Jakby to ujął Herr Starr: cry mich ein river.

To przeczy logice na tylu poziomach, że aż nie wiem z której strony zacząć to rozplątywać. Może zacznijmy od tego, że Polityka przez rok zdążyła zrobić zwrot w lewo godny człowieka maszerującego wszerz i wzdłuż placu. Co do reszty:

- gdzie merytokratyczność?
- gdzie demokracja?
- gdzie sprawiedliwość?

Przede wszystkim jednak: gdzie ilość przechodząca w jakość? Znów muszę oddać głos Panowi Starrowi, gdy ten jeszcze był instruktorem w GSG9: "Gdy walczycie przeciwko terrorystom, najpierw zabijajcie kobiety. Jakakolwiek kobieta, która została przyjęta przez komórkę terrorystyczną i wysłana na akcję, musi być dziesięć razy szybsza, sprawniejsza i bezwzględniejsza niż otaczający ją mężczyźni."

Może się nieco różnić, bo cytat z pamięci (Herr Starr się nie powtarza), ale sens został zachowany.

Szklany sufit? Dobór naturalny, drogi bracie, siostro. Jeśli jakaś kobieta przebiła się do polityki to oznacza, że rzeczywiście się do tego nadaje (bądź jest Onną Fatygą i robi prawdopodobnie najlepsze blowjoby na świecie). Zmiana tego odbije się tylko negatywnie na wizerunku kobiet w polityce. Bo niektórzy zdają się zapominać, że zmiana prawna powinna odzwierciedlać zmianę kulturową. Jeżeli za pomocą prawa próbuje się zmieniać kulturę, to jest to, do wyboru:
jeśli jesteś z lewa: faszyzm
jeśli jesteś z prawa: bolszewizm
jeśli nie dajesz faka: pojebane

A najśmieszniejsze jest to, że za wprowadzeniem takiego zapisu jest Partia Kobiet. Hm, dziewczyny, jeśli wprowadzicie na swoje listy 50% facetów BEZ TEGO PRAWA to może nawet was poprę :)
Co byłoby jedynym czynnikiem mogącym uratować was przed gniewem Pana Starra.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

panie barmaNIE!

Na początek, by wprowadzić odpowiedni nastrój, wymyślony na poczekaniu żarcik:


Czym się różni barman od Twojej Starej?


Twoja Stara zawsze obsługuje mnie z uśmiechem.


Niedawna wycieczka krajoznawcza w okolice Cieszyna uświadomiła mi jedną z niewielu rzeczy jakie są wybitnie uncool w Krakowie: barmani, mianowicie. A właściwie ich tzw. troska o klienta, attitude, jakkolwiek by to nazywać.

Zacznijmy od Cieszyna po stronie polskiej. Mimo przestróg, że wszystkie knajpy są zamykane o 23 udało się znaleźć całkiem konkretny klubik otwarty do rana. Tutaj pierwszy szok: sobota, godziny późnowieczorne, a miejsce jest ledwo wypełnione - akurat tak, żeby dało się znaleźć ostatnie wolne miejsce. W Krakowie nie do pomyślenia.
Większy szok nastąpił gdy poszedłem do baru zamówić drinka. Ładna kolejeczka, zero rozpychania się łapami, zamówienie pojawia się przede mną raz-dwa. Mało tego: jak przypadkiem zrobiłem nieuważny krok w tył i wpadłem na jednego z pracowników, to on mnie przeprosił nim zdążyłem wykrztusić słowo. Szok no po prostu szok, w KRK byłbym w najlepszym przypadku potraktowany burknięciem, a w najlepszym (po przetłumaczeniu): czy zechciałby szanowny pan uważać gdzie stawia nogi?

Aż z tego wszystkiego rzuciłem po zrealizowaniu zamówienia 'reszty nie trzeba', co się przełożyło na dwucyfrowy napiwek.

I w tym momencie oboje barmanów wywaliło gały. Tak po prostu. Ja stoję sczerniały, myśląc że popełniłem jakieś potężne faux pas... Oni to widzą i do mnie z uśmiechem: nie, nie, po prostu takie napiwki rzadko tu widujemy. LOL WUT? Rozglądam się po klubie: nie, nie zamienił się nagle w siedlisko brudasów czy innej żulerii, to dalej jest miejscówka na poziomie Błędnego Koła/Boombarashu w KRK, czyli lekko powyżej średniej.
I zagadka rozwiązana. Cały kłopot z krakowskimi barmanami polega na tym, że jeśli nawet naszczają jednemu kolesiowi do drinka, to i tak na jego miejscu zjawi się trzech następnych pijanych anglików, którym takie składniki nie przeszkadzają.


Na sam koniec jednak zostawiłem najlepszą część. Wystarczy przejść przez granicę by znaleźć się w zupełnie innej cywilizacji, w mistycznym miejscu gdzie ładne kelnerki pytają klienta czy życzy sobie kolejnego piwka gdy ten ledwie kończy ostatnie, gdzie 80 koron napiwku za trzech to dużo, gdzie piwko nie jest traktowane jako alkohol a najnormalniejszy napój na świecie.



Czechy, Czechy, ach czemu jesteście za granicą?

piątek, 10 lipca 2009

Epitafium dla Wojtka Wesołowskiego

Ulubieńcy bogów umierają młodo - Plaut

Epitafia są niewystarczające. Jak opisać człowieka i wyrazić tak wiele, korzystając z marnej palety kilkudziesięciu dwuwymiarowych znaków, których znaczenie jest czysto arbitralne? Żałosne próby, skazane na niepowodzenie.

Popieprzony jest świat o niejasnych zasadach. Kto zna odpowiedź na jakiekolwiek pytanie? To tak jak z cholernym puzzlami - nie przejmujesz się 999 elementami które są, tylko tym jednym którego brakuje. Jak zawsze dowiadujemy się o wadze rzeczy dopiero gdy one przepadną.

Nie bądźmy idealistami. Wszystko co robimy w związku z cudzą śmiercią nie jest dla umarłych, lecz dla żywych. Dziś i jutro będziemy wspominać w jego imieniu, bawić się, jeść i pić, rozmawiać i przeklinać, jak gdyby ciągle był z nami. Chwila zapomnienia by potem móc pamiętać bez bólu.




Jedynym epitafium pozostanie pamięć.


How long is a life how many ways can you try on
How long is your life how many ways did you try on
don't need to reach the end when you know what's there
no one knows what's there...

- Ways, Samael