Na tym moglbym skonczyc, gdyby nie jedna mala kwestia. A mianowicie naczelny (rzekomo) chick tej gry, niejaka Miranda Lawson.

Jak mozna sie domyslac, tworcy zadbali o odpowiednia podbudowe. Spoiler alert: Miranda zostala genetycznie zaprojektowana przez swojego bogatego tatusia by być jego idealną następczynią. Pomijajac dosc oczywisty visual appeal oraz umiejętnosci bojowe, jest ona diabelnie inteligentna, zmotywowana i pewna siebie. Dorzucajac do tego powierzchownosc typu ice queen i gorace wnetrze otrzymujemy kobiete doskonala.
Caly problem w tym, ze tylko w teorii. Bowiem ilekroc Miranda sie odzywala badz robila cos waznego z punktu widzenia fabuly, mialem nieodparte wrazenie, ze jest z niej skonczony dumbfuck. Czasem az trudno bylo uwierzyc. Doprawdy srogi dysonans.
I tu dochodze do dwoch mozliwosci. Pierwsza: deweloperzy to banda szowinistycznie znerdzialych bucow, dla ktorych idealem wyemancypowanej kobiety jest arystokratka rodem z wiktoriańskiej Anglii. Druga: jest to zaplanowane dzialanie by wstrzelic sie w target graczy-odbiorców Mass Effect 2, dla ktorych idealem wyemancypowanej kobiety i tak dalej. Nie wiem, ktora konkluzja jest gorsza.
Rekomendacje? Jak już musimy wprowadzac parytety, to najpierw przetestujmy je na studiach deweloperskich. [icon_cool.gif]
